środa, 17 lutego 2016

Rozdział 2

Set

 Nareszcie. Pustynia , tutaj nikt mnie nie znajdzie. Pod postacią piasku dotarłem do mojej kryjówki szybciej niż jakie kol wiek stworzenie. Szu powiedział, że jako piasek mogę się przemieszczać prawie tak szybko jak on.
 Wspiąłem się na niewielkiego figowca. Obok niego płyną jeden z mniejszych dopływów Nilu. W wodzie rosły trzciny. Oparłem się o pień i przyglądałem się Słońcu. Do wieczora czyli do kolejnej walki z Apopisem zostanie wybrany nowy oficer. Kandydaci mają się zebrać na Słonecznej Barce godzinę przed walką.  Do boju podejdą wszyscy, a ten kto zada wężowi największe rany zostaje nowym oficerem. To mógłby być każdy.  Każdy tylko nie ja. A to wszystko przez tą cholerną Izydę. Wciąż jesteśmy dziećmi choć liczymy sobie już ponad sto lat, a ona zachowuje się jakby była wielce dorosła.
 Znowu się we mnie zagotowało. Miałem ochotę zadać komuś rany, sprawić ból i cierpienie... A co jeśli to prawda jestem zbyt agresywny, może nawet tak samo jak Sechmet? Zostając oficerem Ra przyniósł bym mu pewnie jeszcze większe nie bezpieczeństwo.
 Zamknąłem oczy. Czasami dokucza mi brak przyjaciela. Ozyrys się nie liczy. Kiedy Izydy nie ma w pobliżu, jest super, ale kiedy franca się pojawia... w takich sytuacjach robię chyba najbardziej dziewczęcą rzecz na świecie. Zaczynam śpiewać piosenkę , którą wymyslila Neftyda. Woda i Pustynia. Melodia jest wolna i spokojna, a słowa mało skomplikowane.
 Lubię śpiewać, choć robię to bardzo rzadko. Zacząłem śpiewać, od czasu kiedy Neftyda zaśpiewała mi do ucha bym się uspokoił. Jej głos jest tak piękny, że w jednej chwili cała złość ze mnie wyparowuje.
 Kiedyś zdarła sobie kolano.  Nie przestała płakać dopóki jej nie zaśpiewałem. Kiedy śpiewam mam lekko zachrypnięty głos, a kiedy go  podwyższam robi się tak chropowaty jak łuski węża.  Nie podoba mi się to, ale na Neftydę działa to tak samo jak jej głos na mnie.
 Nawet się nie zorientowałem kiedy kończyłem przed ostatnią zwrotkę. Piosenka opowiada o wodzie i pustyni. Są tu wymienione wszystkie różnice tych dwóch rzeczach. Mówi też o tym, że oboje są piękne, ale razem tworzą coś wspaniałego. Naprzyklad moja kryjówka. Obok płynie rzeka , a ja siedzę na drzewie które wyrosło  z piachu. Nie win co Neftyda chciała przez przekazać. Mówiła, że wymyśliła ją dla mnie. Moja mała siostrzyczka. Taka słodka I krucha.
- Rzadko spotykany głos u dziecka. -  Zerwałem się i omal nie spadłem z gałęzi. Popatrzyłem w dół. Nie mógłbym pomylić go z żadną inną istotą.  Na dole stał Ra.

Neftyda

- Gdzie on jest?! - Chodziłam tam i z powrotem po tafli basenu obok mojego domu. Chodzenie po wodzie mnie uspokaja, ale teraz to w ogóle nie działa. Tata stał obok basenu i przyglądał mi się.
- Nefi- Odezwał się.- Pustynia to królestwo Seta. Nie zgubi się na niej nawet jakby chciał. Zrozum Izyda go zdenerwowała i musi trochę ochłonąć.
- Tato, ale ja się o niego naprawdę martwię. - Przebiegłam basen i skoczyłam ojcu w ramiona.
- Ja też  Nefi.- Zamknęłam oczy. - Dziś będzie burza. -  Spięłam się od razu, a tata to wyczuł i przytulił mnie mocniej. Boje się burz.  Najczęściej są w nocy.  Gdy słyszę grzmot budzę się  i zaczynam płakać. Set zawsze przychodzi do mnie przytula i uspokaja. Kiedy się uspokajam, zasypiam , a on zostaje ze mną, aż do rana.  Wszyscy mówią, że kiedyś zostanę jego żoną. Kocham Seta , ale jak brata, a nie jak męża. Poza tym, nawet gdyby kochała go w ten sposób to pewnie on i tak by widział we mnie tylko siostrę. Co innego Ozyrys i Izyda ich ślub już jest zaplanowany.  Choć tego nie widać już dawno przestali postrzegać siebie jako rodzeństwo. Nie całują się! Ale przyłapałam ich na planowaniu swojej przyszłości.
- Wtedy wróci. Zawsze wraca.
Set

Stałem przed Ra jak patyk wbity w ziemię. Mój król był dorosłym mężczyzną , ale widać było, że jego młodość już minęła. 
- Mój panie!- Ukłoniłem się. Usłyszałem śmiech, ale nie kpiący lecz serdeczny. 
- Drogi Secie!  Nie zapominaj, że jestem twoim pradziadkiem. -  Nie zapomniałem tylko nie jestem godzien się tak do ciebie zwracać.  Pomyślałem. 
- Nikt nie jest tego bardziej godzien niż ty!- Uśmiechnął się.  - Doszły mnie słuchy, że marzysz o zostaniu moim oficerem. 
- Bo marze.  Tylko wszyscy uważają, że jestem nie godny zaufania a sam sądzę, że jestem zbyt agresywny.
- Secie- Położył mi rękę na ramieniu.- Dlaczego wszyscy uważają, ze jesteś nie godny zaufania?
- Bo moja siostra im to powiedziała.
- Jest ktoś kto ci ufa?
- OD dziś? Tylko Neftyda, Ozyrys i tata.- Podniosłem wzrok na Ra. Zobaczyłem jak uśmiecha się.
- Widzisz! ta trójka ci ufa. A troje to już tłok. A co do twojej agresywności? Każdy jest agresywny. Sechmet prawie doprowadziła do wymarcia ludzi,a jak ty masz ochotę kogoś walnąć to nie jest to aż tak agresywne.
  Uśmiechnąłem się po raz pierwszy dzisiejszego dnia.
- A jeszcze jak dojdzie dwójka to pff!
- Dwoje? Kto taki? - spytałem bo kto mogłby mi jeszcze ufać. Po tym przedstawieniu w sali u taty to chyba nikt! Byli tam wszyscy bogowie i boginie... zaraz nie wszyscy.
- Ja i moja córka Bastet.
Myślałem,  że moja skóra przybrała barwę moich włosów które znowu zmieniły kolor na czerwień.
- Wiem , że do wieczoru jeszcze kawał czasu, ale lepiej by było gdybyś poszedł byś ze mną na barkę. Bastet pewnie czeka już z obiadem. 

sobota, 26 grudnia 2015

Rozdział 1

Set


Dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. Ale niestety tylko zapowiadał. A to wszystko przez moją o zgrozo siostrę, Izydę.
  Wszyscy dziwią się dlaczego się tak nienawidzimy.
Odpowiedzi na to pytanie nie znam nawet ja. Może to wynika z tego, że jak się urodziła to ciągle się darła. Musi być tą najwspanialszą i najpiękniejsza. Dobra jest w miarę ładna, ale tylko ładna. Piękną to można nazwać Neftydę. Moją małą siostrę i za razem najlepszą przyjaciółkę. Nie że nie mam innych przyjaciół. Mam jeszcze brata Ozyrysa. A wracając do Izydy. Potrafi przeciągnąć na swoją stronę dosłownie każdego. Każdego. Oprócz mnie. Ozyrys jest na każde jej skinienie palcem, a Neftydzie chce wmówić, że to ja jestem złym bratem, a ona kochającą siostrą. Jak na razie kiepsko jej idzie.
  Jak każdego ranka wybiegłem na dziedzinec naszego domu i zarazem pałacu mojego ojca. Uwielbiam patrzeć jak Sekchmet - bogini lwica. Przelewa krew Apopisa wielkiego węża chcącego pożreć naszego króla Ra - boga słońce. Przemierza niebo na swej słonecznej barce. Ale nie wędrówka słońca mnie tak wascynuje tylko krew Apopisa rozlewająca się po niebie. Słyszałem jak Sekchmet prawie doprowadziła do wymarcia ludzi. Podobno jest to jej ostania bitwa z wężem. Ra będzie szukać nowego oficera. Zapewne zostanie nim jego córka Bastet - bogini kotów.
  Moimi największym marzeniem jest zostanie najwyższym oficerem Ra. By móc bronić go przed tą poczwarą. By przysiąc mu lojalność i posłuszeństwo.   Ale jestem bogiem chaosu. Ciemności, burzy, cieni,  pustyni, wojny, cudzoziemców, ognia , zła. A także jak to wszystkim rozpowiedziała Izyda jestem nie godny zaufania. I nie uwierzycie co się potem stało. Uwieżyli jej. Wszyscy oprócz mojego ojca, Ozyrysa no i oczywiście Neftydy.  A ktoś kto nie jest godny zaufania nie ma prawa nawet marzyć o czymś takim jak najwyższy oficer Ra.
  Powiedziała to akurat wtedy gdy wszyscy bogowie zebrali się w naszym domu na zapisanie imion kandydatów na nowego obronice Ra. Oczywiście na samym początku zapisali Bastet. Nie że coś do niej mam, wręcz przeciwnie bardzo ją lubię. Zapisali się między innymi Sobek i Bes. Ozyrys i Neftyda namawiali mnie cały czas bym także się zgłosił.  Mówili , że jak bóg wojny i zła jestem w stanie stawić czoło Apopisowi. Kiedy już chciałem się zgłosić Izyda zaczęła krzyczeć tak głośno że zapewne usłyszała ją także moja matka. Wrzeszczała że jestem nieodpowiedzialny i pod żadnym pozorem nie można mi ufać. Nie wytrzymałem i zacząłem krzyczeć że jest zwykłą jędzą. Podawałem inne synonimy. Moje włosy już dawno przybrały barwę krwi. W końcu wybiegłem z powieszenia zostawiając wszystkich osłupiałych i zdziwionych. Na korytarzu zacząłem rozbijać gliniane wazy. Kiedy dwunasta rozbiła się w drobny mak , oparłem się o jedną z  kolumn.
  Zapewne wywowałem gdzieś potężną burzę ale teraz to był mój najmniejszy problem. Jak mogli jej uwierzyć? Chciało mi się po prostu płakać,  ale wtedy pokazałbym , że jestem mięczakiem, a tego nie chcę.  Nie daruję tej małej gnidzie.
- Wywowałeś piękną burzę w Tebach.- Skrzyrzowałem ręce. Obok mnie pojawił się mój dziadek Szu. Uśmiechał się szeroko. - Co to za mina? - spytał
- Jaka mina?- warknąłem.
- Taka. - zaśmiał się.
- Po prostu taką mam twarz.
- Wiem , że chodzi o Izydę.
- Skoro wiesz to czemu się głupio pytasz dlaczego mam taką twarz?!- Wybuchnąłem. Kocham dziadka. Zawsze się ze mną droczy. Mimo że czasami mu bezczelnie pyskuje to ten się tylko śmieje. Oprócz ojca, Neftydy , matki i Ozyrysa to tylko on mnie jeszcze kocha.
- Burza w Heliopolis. Trwanie do jakieś minuty.
  Wyciągnął z  za pasa strusie pióro. I zaczął mnie łaskotać. Kiedyś Szu odwiedził mnie nie długo po narodzinach. Zaczął się ze mną bawić, kiedy dorwałem się tego samego pióra za nic nie chciałem go oddać. Szu i mój ojciec zwijali się ze śmiechu.  Od tej pory tylko Szu potrafi poprawić mi humor.
- Zobaczysz , przyjdzie taki dzień w którym ktoś zobaczy ile naprawdę jesteś wart. - Oznajmił a potem rozpłyną się.
Neftyda 

  To co Izyda zrobiła Setowi było naprawdę wredne. Dobrze wiedziała, że to jego marzenie. Wcześniej miał taką piękną czerń na głowie a wtedy krwistą czerwień. Wszyscy patrzyli się jak skończone głupki. Tata zaczą coś wyjaśnić, a ja ruszyła z Ozyrysem za Setem.
- Ozyrys!- Usłyszeliśmy warknięcie Izydy.  - Dokąd idziecie?
Ozyrys spóścił głowę.
- Idziemy poszukać Seta.- Odparłam hardo.
Izyda popatrzyła na mnie z miłością.
- Neftydo, kochanie- Zaczęła znowu mną manipulować. - Set nie jest wart niczego. Ani nas, ani swojego miana, ani ciebie siostrzyczko , a o stopniu najwyższego oficera Ra to już nawet nie wspomnę.
- Nie masz prawa tak o nim mówić!  - krzyknełam.
- Ta agresja. To wszystko wina Seta. - Chciała mnie przytulić ale odepchnełam ją tak mocno że wpadła na Ozyrysa.
  Wybiegłam na korytarz z łzami w oczach. Uciekłam do swojej sypialni. Wskoczyłam do małego wodospadu i już siedziałam na łóżku. Jestem boginią wody, rzeki, żałoby i śmierci mogę się przemieszczać w taki sposób. Nie chciałam spotkać Seta. Był bardzo wściekły, a gdyby zobaczył, że płaczę to nawet nie chcę myśleć co by było. Rozpłakałam się za dwoje. Za to , że moje rodzeństwo się nienawidzi oraz za Seta bo znając go nie robi tego. Choć ma na to ogromną ochotę. Nigdy nie widziałam, żeby płakał.
  Dlaczego Izyda mówi, że Set chce mnie skrzywdzić ? Skoro tak to czemu biegnie do mnie i mnie uspokaja kiedy wywowuje burzę?  Dlaczego uśmiecha się do mnie nawet wtedy kiedy jest zdenerwowany?  A jego trudno zmusić do czego kolwiek kiedy jest zły. Jak już to tylko to czegoś złego.
  Co teraz może robić?  Zwykle zamyka się w pokoju, tworzy kukłę z podobizną Izydy i pakuje w nią miecze, sztylety, strzały, włucznie oraz własne pięści.  Jednak zaszywa się także daleko na pustyni.  W jego królestwie . Tam nikt go nie może znaleźć. Nawet Szu ma z tym problem.
  Podeszłam do okna. Ma widok na jak tu określa Set piękną pustynię.
- Ja ci ufam braciszku. I wiem , że kiedyś będziesz służyć Ra. Tak jak marzyłeś.

wtorek, 15 grudnia 2015

Prolog

 Na czerwonej skąpanej słonecznym blaskiem pustyni stała pewna para. Kobieta i mężczyzna, ale nie byle jacy tylko bogini Nut i bóg Geb. Nut ubrana była w białą spódnicę aż do ziemi, a na pierśach szal tego samego koloru co spódnica. Miała granatową skórę na którym świeciły maleńkie gwiazdy, krążyły galaktyki i płyneły mgławice. Oczy były jak dwa wielkie księżyce, a czarne włosy sięgały jej do bioder. Gab natomiast miał zieloną spódniczkę do kolan. Skórę niczym ziemia. Miał zielone włosy spięte w prosty warkocz i złote branzolety na umięśnionych rękach.
- Więc Ra zakazał ci rodzić.- Stwierdził niż spytał. Nut pokiwa jedynie głową i położyła ręce na swoim ogromnym brzuchu. Geb chwycił jej podbródek i uniósł delikatnie. Drugą ręką założył Nut nie sfotny kosmyk włosów za ucho.
- Coś wymiślimy.- Szepnął i położy ciepłą dłoń w miejscu gdzie biły cztery małe serduszka.

  Nut leżała przytulona do męża w ich pałacu w samym środku wielkiej oazy. Przez okno obserwował ich księżyc. To właśnie na nim bogini skupiał cały umysł. Powtórzyła sobie w myślach słowa Geba. Właśnie coś wymyśliła. Delikatnie wyswobodziła się z uścisku boga ziemi i wyszła na balkon.

  -Kogo moje oczy widzą?-Zawołał młodzieniec o srebrnej skórze i wygodnej głowie z jedynie czarnym warkoczem z boku.- Nut! Co cię do mnie sprowadza?
-Przyszłam w interesach, Chonosu.-Odpowiedziała trochę chłodno.- Chcę z tobą zagrać o cztery dodatkowe dni.
Chonosu roześmiał się serdecznie.
- Niech zgadnę Ra zakazał ci rodzić w każdy dzień i każdą noc, bo boi się tej przepowiedni? Dobrze zagram z tobą, ale wiedz, że nie...
- Oddam ci wszystko co zechcesz.- Powiedziała od razu.
-W takim razie za każdy przegrany dzień chcę od ciebie ba któregoś z twoich nie narodzonych dzieci.- Nut pobladła. Przyszła do boga księżyca by ocalić swoje dzieci, a nie je stracić, ale zrobi to...dla nich  musi dać z siebie wszystko.
- Zgoda.
Chonosu tylko się uśmiechnął. Chwilę potem przed nim stała plansza do gry w senat.


- Brawo Nut. Cztery dni są twoje.- Bóg księżyca zaczął klaskać w ręce.- I żadne z dzieci nie straciło swojego ba.

  Po powrocie do pałacu. Nut opowiedziała wszystko Geb'owi. Do porodu pozostało jedynie godzina. Oboje nie wiedzieli jeszcze jakie będą z tego konsekwencje.

  Pierwszego dnia urodził się chłopiec z ziemnistą skórą, czarnymi włosami i ze złotymi oczami - Ozyrys. Drugiego dnia na świat przyszedł blady chłopiec z czarnymi lub czerwonymi włosami. Ich barwa zmieniała się wraz z nastrojem chłopca. Gdy był szczęśliwy były czarne lecz gdy płakał lub był zdenerwowany zmieniały się na krwistą czerwień. Z ust wystawały mu dwa długie kły jak dzikiego zwierzęcia z krwistymi oczami - Set. Po nim nadszedł czas na strasznie głośną dziewczynkę ze skórą taką samą jak u Ozyrysa  i równie czarnymi włosami, a oczy trudno powiedzieć cały czas płakała więc trudno było cokolwiek zobaczyć to była - Izyda. Na końcu przyszedł czas na małą Neftydę. Miała skórę po ojcu. Włosy zaś były brązowe, a oczy zielone. Było bardzo podoba do Izydy z tą różnicą, że Neftyda jakby bała się rozpłakać. Zawsze siedziała cichutko jak mysz pod miotłą by ktoś jej nie zauważył. Szczęście młodych rodziców nie trwało jednak długo. Bóg słońca Ra dowiedział się złamaniu przez Nut jego zakazu. Rozkazał Szu- bogu powietrza by na wieki rozdzielił ze sobą Geba i Nut, a dziećmi zaczął opoiekować się ojciec. Geb już nigdy nie miał się spotkać z żoną. Dlatego, że urodziła dziecko które strąci Ra z tronu

Witajcie!

 Witajcie na moim nowym blogu, który będzie opisywał parę dwóch bóstw egipskich - Seta i Neftyda.  Każdy zapewne ich zna. Ten kto interesuje się mitologią starożytnego Egiptu lub ten kto czytał Kroniki rodu Kane lub Władcę Piasków( które z całego serca Wam polecam) słyszał o nich na bank.  Opowieść będzie bardziej oparta na Kronikach niż na prawdziwej mitologii, ale jej także będzie sporo. Głównym wątkiem jest relacja pomiędzy bogiem a boginią, ale będą także wątki poboczne. Cóż, to mój drugi blog. Pierwszy o którym wiadomo  (chyba) trochę więcej to Historia księcia Mrocznej puszczy. Tak u Jula Greenleaf. Pewnie będą pytania typu: ,, Dlaczego nie piszesz już starego opowiada", ,, Zawieszasz księcia? ". Od razu. Nie piszę bo mam totalny brak weny i nie wiem co zrobić z Legim, Tauriel i Thrandziem. Nie, nie zawieszam kolejny post może pojawi się przed świętami. Przepraszam tych co czekają i się doczekać nie mogą. Bardzo mi przykro, ale może spodoba Wam się także ten blog? Co mogę jeszcze dodać? Piszę tę wiadomość zanim w ogóle zrobiłam szablon i w ogóle wszystko. Tak zakręcona jestem.  Prolog za chwilę się pojawi ;)
Tutaj jest link do pierwszego bloga:http://greenlaef.blogspot.com/