Na czerwonej skąpanej słonecznym blaskiem pustyni stała pewna para. Kobieta i mężczyzna, ale nie byle jacy tylko bogini Nut i bóg Geb. Nut ubrana była w białą spódnicę aż do ziemi, a na pierśach szal tego samego koloru co spódnica. Miała granatową skórę na którym świeciły maleńkie gwiazdy, krążyły galaktyki i płyneły mgławice. Oczy były jak dwa wielkie księżyce, a czarne włosy sięgały jej do bioder. Gab natomiast miał zieloną spódniczkę do kolan. Skórę niczym ziemia. Miał zielone włosy spięte w prosty warkocz i złote branzolety na umięśnionych rękach.
- Więc Ra zakazał ci rodzić.- Stwierdził niż spytał. Nut pokiwa jedynie głową i położyła ręce na swoim ogromnym brzuchu. Geb chwycił jej podbródek i uniósł delikatnie. Drugą ręką założył Nut nie sfotny kosmyk włosów za ucho.
- Coś wymiślimy.- Szepnął i położy ciepłą dłoń w miejscu gdzie biły cztery małe serduszka.
Nut leżała przytulona do męża w ich pałacu w samym środku wielkiej oazy. Przez okno obserwował ich księżyc. To właśnie na nim bogini skupiał cały umysł. Powtórzyła sobie w myślach słowa Geba. Właśnie coś wymyśliła. Delikatnie wyswobodziła się z uścisku boga ziemi i wyszła na balkon.
-Kogo moje oczy widzą?-Zawołał młodzieniec o srebrnej skórze i wygodnej głowie z jedynie czarnym warkoczem z boku.- Nut! Co cię do mnie sprowadza?
-Przyszłam w interesach, Chonosu.-Odpowiedziała trochę chłodno.- Chcę z tobą zagrać o cztery dodatkowe dni.
Chonosu roześmiał się serdecznie.
- Niech zgadnę Ra zakazał ci rodzić w każdy dzień i każdą noc, bo boi się tej przepowiedni? Dobrze zagram z tobą, ale wiedz, że nie...
- Oddam ci wszystko co zechcesz.- Powiedziała od razu.
-W takim razie za każdy przegrany dzień chcę od ciebie ba któregoś z twoich nie narodzonych dzieci.- Nut pobladła. Przyszła do boga księżyca by ocalić swoje dzieci, a nie je stracić, ale zrobi to...dla nich musi dać z siebie wszystko.
- Zgoda.
Chonosu tylko się uśmiechnął. Chwilę potem przed nim stała plansza do gry w senat.
- Brawo Nut. Cztery dni są twoje.- Bóg księżyca zaczął klaskać w ręce.- I żadne z dzieci nie straciło swojego ba.
Po powrocie do pałacu. Nut opowiedziała wszystko Geb'owi. Do porodu pozostało jedynie godzina. Oboje nie wiedzieli jeszcze jakie będą z tego konsekwencje.
Pierwszego dnia urodził się chłopiec z ziemnistą skórą, czarnymi włosami i ze złotymi oczami - Ozyrys. Drugiego dnia na świat przyszedł blady chłopiec z czarnymi lub czerwonymi włosami. Ich barwa zmieniała się wraz z nastrojem chłopca. Gdy był szczęśliwy były czarne lecz gdy płakał lub był zdenerwowany zmieniały się na krwistą czerwień. Z ust wystawały mu dwa długie kły jak dzikiego zwierzęcia z krwistymi oczami - Set. Po nim nadszedł czas na strasznie głośną dziewczynkę ze skórą taką samą jak u Ozyrysa i równie czarnymi włosami, a oczy trudno powiedzieć cały czas płakała więc trudno było cokolwiek zobaczyć to była - Izyda. Na końcu przyszedł czas na małą Neftydę. Miała skórę po ojcu. Włosy zaś były brązowe, a oczy zielone. Było bardzo podoba do Izydy z tą różnicą, że Neftyda jakby bała się rozpłakać. Zawsze siedziała cichutko jak mysz pod miotłą by ktoś jej nie zauważył. Szczęście młodych rodziców nie trwało jednak długo. Bóg słońca Ra dowiedział się złamaniu przez Nut jego zakazu. Rozkazał Szu- bogu powietrza by na wieki rozdzielił ze sobą Geba i Nut, a dziećmi zaczął opoiekować się ojciec. Geb już nigdy nie miał się spotkać z żoną. Dlatego, że urodziła dziecko które strąci Ra z tronu
Nie przepadam za tą tematyką, więc wybacz, ale nie będę tu gościć. Przepraszam:(
OdpowiedzUsuńSpoko, każdy ma inny gust :D
UsuńSłodki!!!! Jula, pięknie piszesz!!!! Podoba mi się to!!!!
OdpowiedzUsuń